Cała i zdrowa wróciłam do mojego kochanego miasteczka. Teraz już wiem, że tutaj kiedy kogoś przypadkiem potrącę na słowo przepraszam się nie zdziwi, w Warszawie tak.. Było pogodnie więc i kilka zdjęć także udało się zrobić. Od rana do wieczora w kolejce, autobusach, metrze.. to męczące. Szaro, zielono i pomarańczowo.
Schody
Pierwszego dnia gdy goniliśmy z Ziemkiem na pierwsze umówione spotkanie usłyszałam „szybko do schodów” – wychodząc z Metra. Nie wiedziałam o co chodzi, do jakich schodów, i dlaczego szybko? Gdy zobaczyłam tych wszystkich ludzi wysiadających z Metra i biegnących w naszym kierunku, odpowiedź sama się znalazła. Wszyscy mknęli do ruchomych schodów i każdy chciał być pierwszy. Cudem uszłam z życiem, podduszona, poobijana… Po 20 sekundach byliśmy już na powierzchni. Nie jestem przyzwyczajona do takich scen.
Carrefour
Druga sytuacja zdarzyła się tego samego dnia. Czekaliśmy sobie grzecznie w kolejce do kasy w Carrefour.ze w Złotych Tarasach. Za nami stały z pełnym koszem zakupów 2 „przemiłe” kobiety.. Ziemek zapytał się mnie o godzinę, więc odpowiedziałam, że jest osiemnasta osiem (18.08), z za pleców usłyszałam jednak, że jest osiemnasta zero sześć. No cóż pomyślałam. Chciała to zrobić na złość, a niech ma. Szczęśliwi czasu nie liczą. Jeszcze wiele innych przykrych słów padło z ich ust, mniej więcej też, takie które były krytyczne co do mojego wyglądu. Hmm… całe szczęście, że jestem troszkę od nich młodsza (jakieś 10- 20 lat). Dobrze, że mam dobry słuch, tylko szkoda, że one tego nie wiedziały
Nie jestem przyzwyczajona do takich scen
Przejścia podziemne
Warszawskie podziemia są dla mnie czymś niepojętym. Trzeba iść w tempie, bo jeśli chociaż na chwilę się zwolni to niestety można zostać staranowanych lub okropnie zbluzganym.. „Jak chodzisz”, „Szybciej” i pewno wiele innych. Potrącenie torebką, plecakiem czy innym ciężkim sprzętem jest normalne – sądzę, dlatego tez słowa PRZEPRASZAM nie usłyszałam ani razu. Dziwnie się poczułam nawet gdy ja przeprosiłam gdy niechcący kogoś potrąciłam. Jakbym mówiła w innym języku.
Spacery
Pośród tych wszystkich zabieganych dni znaleźliśmy czas by troszkę pospacerować. Więc w galerii można obejrzeć kilka zdjęć z naszych spacerów. Stary Rynek, bo blisko i troszkę dalej Łazienki. Mnie oczywiście było zimno i chciałam już wracać, więc były to takie błyskawiczne spacery. Jednak nie mogliśmy pozostawić biednych zmarzniętych ptaków bez jedzenia, więc przynieśliśmy kaczkom obiad. Jadły nam z ręki, nawet nas nie podziobały, były delikatne. Nawet paw dzióbnął, choć chyba nie powinien jeść bułki.
Komunikacja
Najszybciej do Centrum było nam wsiąść w kolejkę i po 20 minutach już byliśmy na miejscu. Na spotkania poruszaliśmy się Metrem, autobusem, czasem tramwajem. Tyle kilometrów by gdzieś dotrzeć. To męczące… Mogę tylko powiedzieć, że gdy chcemy pojechać nad morze to zajmuje nam to właśnie 20 minut. Warszawa jest za duża i wszędzie jest daleko. Jak dobrze, że można odpocząć nad morzem. Tylko, że tutaj już o piątej nad ranem gołębie budzą nas swoimi nóżkami a mewy … skrzeczą.



Szczęśliwa żona. Niepoprawna optymistka, idealistka i radosna. Czasem zwariowana i szalona, a jak trzeba to stanowcza. Czytając blog dowiesz się o mnie więcej.