Powinnam dawno napisać o swoim urodzinowym dniu. Zbierałam się w sobie, i zbierałam, ale jakoś nic się nie chciało napisać samo. Zaczął sie Nowy Rok, a ja nawet słówkiem nie pisnęłam o 27 grudnia ’09. Dlaczego? Jest dużo wymówek, ale wcale nie zamierzam się tłumaczyć. Napiszę dziś. O! To także był dzień offline. zielono i pomarańczowo
Dzień po świętach Bożego Narodzenia jest dla każdego normalnym dniem. Dzień po świętach.. Dla mnie na pewno ten dzień nie należy do „zwyczajnych”. Przyszłam na świat 27 grudnia 1988 roku o godzinie 9.35 (tak twierdzi tata, więc trzymajmy się tej wersji, że o 9.35)
Tego dnia postanowiłam nie kontaktować się ze światem. Nie czytać mail.i, nie odbierać telefonów (więc go uciszyłam), nie włączać internetu. Czyli mały offline. Na początku troszkę kusiło by zajrzeć do telefonu czy otworzyć aqq, ale później to nie było takie ważne. Dzięki tej nieaktywności w sieci mogłam spędzić te piękne chwile z najbliższymi, a najbardziej z ukochaną osobą.
Była to niedziela, a w niedzielę wstaje wcześnie, by pojechać do aniołków. Tego dnia, z racji tego, że w przerwie światecznej nie śpiewamy nie musiałam jechać do Kantego. Dzień wcześniej jednak ustaliliśmy, że i tak tam pojedziemy. Budziki dzwoniły i dzwoniły od 7. Nie dawały za wygraną, dzwoniły i dzwoniły. Aż w końcu otworzyłam oczy i to była ostatnia chwila by wyszykować się prędko i pędzić na autobus. W tej własnie chwili postanowiliśmy, że: wstajemy.
Bez śniadania, bez niczego wyskoczyliśmy z łóżka jak poparzeni, latając do łazienki, wymieniając się co chwilę z domownikami. Mieliśmy mało czasu ale zdążyliśmy. Nie potrzebuję dwóch godzin siedzieć w łazience przed wyjściem. Makijażu też nie stosuje, bo wyglądam nienaturalnie. Dzięki temu mogliśmy poczekać na autobus jeszcze 8 minut.
Zachciało nam się pojechać do „swojego” kościoła. Troszkę kolęd pośpiewałam przed mszą i w trakcie niej. Psalm obowiązkowo, gdyż dawno nie miałam okazji go śpiewać. Urodzinowe śniadanie zjedliśmy na plebanii. Kawa, herbata, ciasto i w drogę.
o 15.00 byliśmy już w ^herbaciarnia.i. Kanapa zamówiona do 17.00 (niestety ten dzień był bardzo oblegany co do rezerwacji), więc mieliśmy ograniczony czas.
Wybraliśmy się na spacer, ale taki króciótki – do herbaciarni. A w środku? Ojej, w środku nasza kanapa miała urodzinowe przystrojenie. Takie tylko dla nas. Śliczne białe różyczki leżały na kanapie i skrzyni. Niesamowite wrażenie i niezła niespodzianka. Na herbatę przychodzimy często, lecz nigdy nie siedzieliśmy przy tak pięknej kanapie. W końcu urodziny są raz w roku.
Dziękuję Ziemuś.
Dziękuję wszytskim, którzy wysłali mi życzenia tego dnia. Niektórzy nawet w pierwszych minutach dnia, ale to troszkę za wcześnie, bo tata twierdzi, że to 9.35 (nie będę się kłócić). Życzenia przypływały przez e-maila, telefon, gadu-gadu, aqq, Facebook.a, nasza-klasa oraz w 4 oczy. Jeszcze raz Wam dziękuję, i przesyłam buziaki
Dzień urodzin był bardzo spokojnym dniem, bez żadnych niespodzianek, za to dzień po nich. Ło ho ho, aż strach pomyśleć i tfu, tfu, by nigdy się nie powtórzyło. Karetka, izba przyjęć, kroplówka.
Pełną parą zaczynam swoje 21 urodziny, a za rok 22… A tutaj kilka zdjęć z ubiegłego roku.




Szczęśliwa żona. Niepoprawna optymistka, idealistka i radosna. Czasem zwariowana i szalona, a jak trzeba to stanowcza. Czytając blog dowiesz się o mnie więcej.