Bardzo mnie dziś wzięło na przemyślenia. A zaczęło się od powrotu do domu, kiedy będąc w tramwaju prawie pomyliłabym przystanek, na którym zwykle przesiadam się by dojechać na „Pragie”. Pomyślałam przez chwilę o muzyce, która porwała mnie kiedy byłam brzdącem i opuściła tak naprawdę nie wiem kiedy. Aż łzy się cisną do oczu gdy pomyślę o tym kiedy ostatni raz coś naprawdę zaśpiewałam, tak prosto z serca. Smutne, prawdziwe, dla mnie niesamowicie trudne uczucie pustki – po muzyce.




Szczęśliwa żona. Niepoprawna optymistka, idealistka i radosna. Czasem zwariowana i szalona, a jak trzeba to stanowcza. Czytając blog dowiesz się o mnie więcej.