Niespodziewany dzień. Jak zwykle niezaplanowany a jaki radosny. Bardzo chciałam pomóc człowiekowi, który idzie boso wybrzeżem Bałtyku. W Wicku Morskim natknął się na ćwiczenia wojskowe i niestety musiał ominąć to miejsce. Akurat dziś… ? Ten 13-ty dzień Jego wędrówki jednak dobrze się zakończył.
zielono i pomarańczowo
zapraszam do strony Ziemka by zobaczyć zdjęcia
Zaczęło się niewinnie, nawet rzekłabym bardzo niewinnie. Obserwując blipa przeczytałam, że Ziemek ma małe kłopoty. O tym, że przez Wicko trudno przejść „każdy” wie. Dziś jednak w jednostce odbywały się ćwiczenia i żadne kontakty nie pomogły. W redakcji był młyn więc ciężko było złapać kogokolwiek i opowiedzieć „conieco”. Telefony do jednostki głuche.Zmartwiłam się, bo szkoda ominąć ten kawałek a droga czerwonym szlakiem zbyt długa by pokonać ją poczynając od 12.
Jarosławiec – Sławno – Słupsk taką drogę musiał pokonać, by w później dotrzeć do Ustki. Nie było łatwo. A kto mówił, że będzie łatwo? Życie przygotowuje nam codziennie kilo niespodzianek. Ziemek miał dziś ze trzy kilo. Tak jak to określił „ten poligon to był POCISK NIE DO PRZEJŚCIA”. Całe szczęście dało się go ominąć bez rozlewu krwi.
Trochę historii
Dawno, dawno temu w poniedziałek, kiedy zaczęłam obserwować Ziemka zrodził się pomysł a zarazem mały plan. „A gdyby móc się z Nim zobaczyć i porozmawiać w Ustce?” A dlaczego? Zafascynował mnie swoją wyprawą . Idzie boso brzegiem morza z dwudziestokilowym plecakiem. Co pół godziny blipuje , a wszystkie blipnięcia widać na Jego stronie. Dąży do celu, wytrwale a często w bólu. Piasek na plaży różny, mięciutki, ciepły, a niekiedy zamienia się w gorące kamienie. Obciążenie na plecach czasem zdwaja ból.
U mnie
1000 pomysłów na minutę przechodzi przez moją głowę, więc i wpadł jeden i nie trudno by został zrealizowany. A mianowicie postanowiłam zobaczyć się z Ziemkiem, wiedząc, że będzie przejeżdżał przez Słupsk.
Laptop
Jak wcześniej pisał na blipie, zasilacz do laptopa poszedł się #wyraz, więc sklep komputerowy byłby małym zbawieniem. Naszym pierwszym odwiedzonym miejscem w Słupsku był wcześniej wspomniany sklep komputerowy. Mieliśmy mały problem z dogadaniem się z Panem, który nam służył pomocą, jednak po trudach i znojach udało się porozumieć. Taki senny dzień … Zasilacz kupiony, a portfel zamiast przytyć, schudł. Laptop rzecz bardzo ważna, a raczej sprawny laptop.
Połączenie z internetem – bezcenne
Archiwum zdjęć – bezcenne
Komunikatory (blip, gg, skype etc. ) – bezcenne
Odtwarzacz muzyki – bezcenny
Zasilacz – _ _ _ zł
W Herbaciarni
Przed sklepem komputerowym zdecydowaliśmy się na mały „spacer po Słupsku” zaglądając do Herbaciarni w Spichlerzu Richtera. Dodam – mojego ukochanego miejsca. Ten aromat, wystrój oraz atmosfera przyciąga każdego kto choćby obok niej przejdzie. Początkowo mieliśmy wstąpić „gdzieś” na kawę. Jeśli pada słowo „gdzieś” znaczy, że to herbaciarnia.
W herbaciarni mój pomysł się zrealizował, gdyż właśnie tam mogliśmy na spokojnie porozmawiać, a przy okazji napić się herbaty. Ziemek -Sencha Imbir-pigwa. Kasia – Sencha Tropikalne owoce. Przegadaliśmy ponad półtorej godziny które zleciało niczym 5 minut. Podobno „Szczęśliwi czasu nie liczą” (może dlatego mój zegar w pokoju od 2 lat wskazuje „Za siedemnaście dziesiąta”?). Wracając – dowiedzieliśmy się wielu wspaniałych rzeczy o wyprawie o samym Ziemku. Z dzieleniem przeważnie tak bywa, że czas płynie szybciej niż się spodziewamy. W herbaciarni zrodził się pomyśl by pojechać do Doliny Charlotty
Dolina Charlotty
Miejsce przepiękne, urocze. Dla nas stałych „gości” Charlotty jest dobrym odpoczynkiem od zabiegania. Spacer nad morzem lub w Dolinie dodaje sił. A sił może dodać, zależy jaki „spacer” wybierzemy. Jeśli ten linowy w parku to z pewnością adrenaliny nie zbraknie a i sił potrzeba by przejść parę metrów nad ziemią po linach, drabinkach, mostach etc. Następnym razem i Ziemek poczuje dreszczyk emocji…
W Ustce byliśmy krótko, słońce kładło się spać, więc i my musieliśmy odjechać do Słupska. Wcześniej jednak zjedliśmy małe „conieco”. Pyszna gastrofaza uwieczniona została na blipie.
Przyjdźcie, obejrzyjcie, odwiedźcie
Odsyłam wszystkich do zdjęć
26 sierpnia
oraz 27 sierpnia
a także zdjęcia z telefonu
Jeśli podoba Ci się wpis lub nie, możesz zostawić po sobie ślad wpisując krótki komentarz - cassia
Sierpień 27th, 2009
Cassia
Posted in
Tags: 

Szczęśliwa żona. Niepoprawna optymistka, idealistka i radosna. Czasem zwariowana i szalona, a jak trzeba to stanowcza. Czytając blog dowiesz się o mnie więcej.

Dziękuję Cassia za pomoc, 13 dzień mojej podróży okazał się być dla mnie bardzo szczęśliwy, dzięki Twojej pomocy i zaangażowaniu. Było to tak jak napisałaś – (Nie)oczekiwane spotkanie. Zachęcam wszystkich do zwiedzenia polskiego wybrzeża, służę radami i wskazówkami. Kontakt do mnie na mojej stronie. Zapraszam.
@Ziemek: Służę pomocą. Nie mogłam „przejść obok” Twoich wpisów na blip.ie. Wszystko się dobrze skończyło, cały wyszedłeś z opałów omijając poligon, a z Ustki do Piasków już na skrzydłach poleciałeś.
Nie miałam okazji by zwiedzić wybrzeże z racji tego, że mieszkam prawie nad morzem (tłumaczę się), jednak idąc Twoimi śladami spróbuję przejść kawałek. Obiecuje poprawę.
Życzę zrealizowania marzeń, tych małych i tych większych.
A tak to się wszystko zaczęło…
Ale miłość chyba nie jest banalna… Prawda?
Fajnie bo niebanalnie.
Kasiu za 10 dni minie pół roku od tego wspaniałego dnia. Już pół roku !
Za niecały miesiąc mienie rok od tej wspaniałego momentu
Ziemek daje radę
Jeszcze 5 dni 9 godzin i 30 minut
[...] Relację z dnia dzisiejszego opisała na swoim blogu Cassia. 13sty okazał się być nie taki pechowy, choć na taki się zapowiadał - „Nieoczekiwane spotkanie” [...]
[...] Cassia blog Nieoczekiwane spotkanie [...]
Powodzenia życzę
witam. ja za rok planuje taką wyprawe tylko krutszą bo pracuje i niestety 14 dni tylko dostane. wczoraj tj. 23 sierpien przeszedlem plażą z jarosłaca do darłówka i z powrotem. razem zrobilem 32,4 km. niestety na drugi dzien musialem wyjechac do domu( koniec urlopu) gdyby ktos chcial sie dolaczyc do wyprawy to zapraszam. gg 8835893 koralgul@o2.pl